Miałam dziś przygodę związaną z prowadzeniem fotobloga o mojej ukochanej dzielnicy – Leśnicy. Otóż zostałam zanotowana w policyjnym notesiku Pana Dzielnicowego ( swoją drogą bardzo miłego Pana, którego przy okazji pozdrawiam 🙂 Ale po kolei. Bo miło na początku nie było…

Jeździłam sobie po uliczkach błądząc wzrokiem po murach starych domów i kamienic, robię tak od dłuższego czasu, prawie codziennie. I w ten właśnie sposób natknęłam się na coś bardzo ciekawego i jak dotąd przeze mnie nie spotkanego. Na jednej z kamienic dojrzałam napisy. Ale, uwaga, wcale nie po niemiecku. Tylko po rosyjsku. Prawda, że ciekawe? Wyciągnęłam aparat i zrobiłam jedno zdjęcie, potem krok do przodu. I nagle pisk opon, drogę zajechał mi samochód. Wszystko trwało sekundy. Z auta wyskoczył rozwścieczony człowiek, wyrwał mi aparat i wymachując nim (serce mi prawie wyskoczyło, moje maleństwo w rękach wariata 😉 wrzeszczał, że go zniszczy. Powiedział, że jest właścicielem kamienicy i że ja umieszczam w internecie jej zdjęcia z komentarzami godzącymi w jego osobę. Na moją prośbę o aparat, zapakował go do swojego auta i wjechał na swoją posesję. Po czym zadzwonił na policję.

Obyło by się bez tego, ale czasami mamy do czynienia z ludźmi, którym nic za cholerę nie da się logicznie wytłumaczyć. Dla mnie sprawa była prosta – prywatna własność (o czym nie wiedziałam, a nie jest to nigdzie na kamienicy napisane), nie ma zgody właściciela, nie publikuję fotografii. Koniec. Poprosiłam o aparat, powiedziałam, że skasuję zdjęcie. Nic z tego. Publiczna szopka z policją musiała się odbyć. Zostałam przez szalonego Pana oskarżona o całe zło internetu. Na moim blogu nie ma zdjęć tej kamienicy i napisów. I już nie będzie.

Podobno tam jest napisane “śmierć faszystom…” ja nawet nie wiem, nie znam rosyjskiego… Z tego powodu ten Pan miał jakieś nieprzyjemności. Oczywiście twierdził, że ja umieściłam jakieś zdjęcia z komentarzem, gdzieś w internecie. Zebrałam razy za innych, normalka. Powstało też małe pytanie dlaczego ten Pan tak się denerwuje za bezpodstawne oskarżenia. Przecież to nie on zrobił te napisy… I nie cofnie historii, choćby nie wiem jak się wściekał.

Poczekaliśmy, przyjechali policjanci, którym na wstępie wyjaśniłam czym się zajmuję i właściwie było po sprawie. Tylko ja się pytam, za jakie grzechy zostałam spisana i to w charakterze oskarżonego 🙂 Zaczęłam szukać przepisów, jak na razie wiem tyle, że jak się nie jest na posesji właściciela a przykładowo na chodniku to zdjęcie można zrobić. Jak wiecie coś na temat fotografowania prywatnych budynków i budynków w ogóle, piszcie, chcę wiedzieć o tym jak najwięcej. Przy okazji wręczyłam komu się da adres mojego bloga 🙂 trzeba się lansować, nie? 😉

Szkoda trochę, bo ten Pan planuje zrobić elewację i napisy znikną. Ja nie mam zamiaru przez niepanującego nad emocjami człowieka stracić aparatu, więc sobie odpuszczę. Wkurza mnie taka postawa, ja tylko dokumentuję świat obok siebie. Ten znikający bezpowrotnie. Bez złych intencji. Swoją drogą, założę się, że w sieci jest pełno zdjęć tych napisów…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *